wtorek, 4 lutego 2014
Louis :)
Obudziły mnie poranne promienie słońca. Poczułam jak krew pulsuje mi w głowie. Światło przedostawało się pod powieki, wywołując jeszcze większy ból głowy.
Nie otwierając oczu przywołałam skrawki wspomnień z nocy. Ale przypomniał mi się obraz jakiegoś chłopaka. Brązowe włosy, niebieskie oczy, delikatny zarost i piękne kości policzkowe. Skądś go znałam. Niechętnie otworzyłam oczy. Na nadgarstku miałam zapisany jakiś numer telefonu, a na sobie męską koszulę. Szybko sięgnęłam po komórkę. w galerii było pełno zdjęć z tym chłopakiem. Wpisałam numer i nacisnęłam słuchawkę. - Halo? - usłyszałam cudowny głos. - Cześć. - odparłam - Chciałam przeprosić, jeśli wczoraj coś zrobiłam lub powiedziałam - A tak... Dziewczyna, która narzygała mi na buty. - Serio?! Przepraszam. - Spoko. - Mam jeszcze pytanie. Czy nie dałeś mi przypadkiem swojej koszuli. - Możliwe... Byłaś w tragicznym stanie, kiedy cię odwoziłem. - A... Dzięki. - powiedziałam zakłopotana - Możemy się spotkać. Może poszlibyśmy na kawę? Oddałabyś mi koszulę. - zaśmiał się - Naprawdę? Super. To może jutro? Nie czuję się zbyt dobrze. - Zgoda. Przyjadę jutro po ciebie. Już wiem gdzie mieszkasz. Rozłączyłam się, rzuciłam się na łóżko i przyciskając poduszkę do twarzy zaczęłam krzyczeć ze szczęścia. Przewróciłam się na plecy i wciągnęłam zapach jego perfum. Czyli ta noc nie była do końca stracona...
Następnego dnia... Dźwięki już tak nie bolały, dlatego gdy zadzwonił dzwonek do drzwi, pobiegłam do nich, o mało nie zabijając się na schodach. Otworzyłam je i ujrzałam TEGO chłopaka... - Już wiem! - krzyknęłam - Jesteś Louis Tomlinson. - Uśmiechnął się szeroko, a ja nie przestawałam mówić - Od wczoraj się zastanawiałam, ale kac zabójca zrobił swoje... Matko, to naprawdę ty. - Skończyłaś? - zaśmiał się - Czy mimo tego, że mnie znasz wciąż masz ochotę na kawę? - Pewnie... Nie uwierzą mi jak im o tym opowiem. Zabrał mnie do uroczej kawiarenki. Tam długo rozmawialiśmy, ale nadszedł czas by się rozstać. - Masz ochotę gdzieś, kiedyś wyjść? - zapytał - Jasne. - odparłam. - Może zadzwonię jutro? - Ok. - pocałował mnie w policzek i odszedł. Siedziałam na swoim miejscu wpatrując się w miejsce, w którym przed chwilą stał. Czy to był sen?!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Owww jakie słodkie ;D
OdpowiedzUsuńPodoba mi się ah ten kac hahah ;)
Pozdrawiam Bella ♥
I witamy nową autorkę :)
Powodzenia Olu :3
zapraszam na:
http://imaginy-one-direction-polska.blogspot.com/
Owww jak słodko ;D
OdpowiedzUsuńHahah ah tem kac morderca ;)
Podoba mi się...;P
Pozdrawiam Bella ♥
I witamy nową autorke ;)
Powodzenia Olu ;3
zapraszam na:
http://imaginy-one-direction-polska.blogspot.com/
Dzięki :)
OdpowiedzUsuń